czwartek, 27 września 2012

Powrót szmatube?

Kilka dni temu przelewający się wartościowym kontentem jutub mógł ponownie zaprezentować coś skłaniającego do zadumy oraz refleksji.
Ach, ta loża szyderców. 
Tym intrygującym cosiem stał się filmik o krytyce niejakiego Niekrytego Krytyka, czyli jeszcze jednego przedstawiciela idei, że może oryginał lepszy, ale rodzima kopia zawsze wzbudzi sympatię i grono zwolenników. Twórczość Niekrytego składa się z filmików o mało oryginalnym pomyśle (oraz bardzo zużytym na zachodnich tubach), a mianowicie mówienia, dlaczego kiepskie filmy są kiepskie. Odkrywcze oraz wspaniałe dla przeciętnego widza? Możliwe. Nie po raz pierwszy potwierdza się teza, że coś podobającego się dużej grupie ludzi będzie prezentować zaniżone standardy. 
Cóż zatem możemy dowiedzieć się z filmiku? Nie jest źle, nie jest także bardzo odkrywczo, ot pitu pitu o tym, jak to NK imituje Nostalgia Critiqa (który jak na ironię sam nie prezentuje górnolotnego poziomu) i jak to dzieciarnia się takim kimś niezdrowo ekscytuje.
 Mam dwa główne zarzuty co do tej krytyki -
  • Nie pokazano, że Niekryty naruszył granicę określającą koniec inspiracji a początek nieudolnego kopiowania. Przez to ominięcie oraz krótkie omówienie 'kiedyś robił jakieś top listy oraz przemyślenia, teraz rzuca gimbusiarskimi żartami' wprowadza w błąd. Sam krytykowany potwierdził już na początku swojej działalności, że inspiruje się w zasadzie dwoma zachodnimi, ekhem..sławami. Przez zignorowanie tego ważnego aspektu krytyka wyraźnie traci na znaczeniu i zmienia się w stwierdzanie oczywistości. Daje to także dość głupi argument zwolennikom NK, gdyż filmik jest graficznie wzorowany na Zero Punctuation - resztę możecie sami dopowiedzieć.
  • Filmik bardzo chwali Nostalgię Ciritica, właściciela strony That Guy With The Glasses, przybytku zachwytu nad jego osobą (kiedy ostatni raz sprawdzałem, każda krytyka była wprawdzie wyświetlana, jednak bardzo szybka tłamszona potokami fanbojskich wpisów). Sam NC nie był nigdy  zabawny (przynajmniej nie tak jak chciał) - w końcu to nadal mówienie dlaczego kiepskie filmy są kiepskie - w dodatku z każdym materiałem popada w rutynę bylejakości. Może poświęcę jemu osobny wpis, gdyż na temat tego pana można powiedzieć wiele zabawnych rzeczy.
Spójrzmy teraz na reakcje, jakie filmik wywołał. Zaskakująco próżno dostrzec epickie batalie flejmu z czasów Wiwraszmaty w komentarzach pod samym filmikiem. Pusto także na Zagrajmyw.pl - raptem kilka postów bez ciekawszej dyskusji. Czyżby lulz umarł?
Z ratunkiem przychodzi nam miłe i kochane forum letsplej.pl aka 'To forum, które bawiło się w warezy' czy może trafniej, z każdym nowym użytkownikiem 'Odrzuty z Zagrajmyw.pl'. Co prawda temat o krytyce NK nie wzbudza tak dużego zainteresowania jak inne frapujące forumowiczów problemy - wybijanie się na YT, partnerstwo, ale nadal nie jest źle. Szczególnie kiedy poczytamy posty.Otóż część użytkowników błędnie pojęła jakoby kanał Szmatube to moja śp. wiki! Stąd mogłem poczytać sobie z uśmiechem takie rzeczy:
Widzę "powrót" szmatuby, czyli bandy internetowych hipsterów, dla których wszystko co popularne jest syfem, a dobre materiały (czyli zapewne ich) nie przekraczają 1k wyświetleń
                                                                                       yahoo, biedny żuczek z zagrajmyw.pl
Dupcia boli?  Post popiera niejaki Przemcio, kolejny odrzut z 'ciemnego forum':
Dokładnie : P Najbardziej śmieszy (albo raczej martwi) mnie ich (LavosCore i ekipa, pewnie zaraz dostanę jakąś inteligentną ripostę) wiedza na temat wszystkich dram, czy najmniejszych kroków znanych osób. Czy naprawdę nie mają nic lepszego do roboty, tylko przejmują się internetowymi ludkami i piszą o nich eseje/robią o nich filmiki? Stwierdzam brak życia, i to taki poważny.
Wiadomo przecież, że taśmowe wrzucanie filmików z najnowszych gier to pasja, a wyrażanie własnej opinii świadczy o braku własnych zainteresowań i kilkoma chorobami umysłowymi najpewniej.
Na koniec mała wisienka od biednej ofiary Zagrajmyw.pl, która także musiała wrzucić swoją oświeconą myśl:
                    Nie ma się swojego życia to trzeba żyć czyimś
                                                                                                   vlodek, zbanowany na ciemnym forumie za                                                                                                                                               flejm trzeciego sortu

          Jak dobrze wiedzieć, że ci panowie znajdują jakiś spust dla swoich emocji, wiadomo przecież nie od             dziś, że tłumienie ich jest bardzo niezdrowe. Temat może się jeszcze rozwinąć, gdyż sam nie                         omieszkałem napisać tam kilka słów. 

          Panom od filmiku krytykującego NK życzę zaś zdrowia i dogłębnej analizy tematu na przyszłość.                           

środa, 19 września 2012

Galeria derpu najnowszego #01: Stowarzyszenie linków.

Kiedy już ucichną wojenki minefagów, dramy z partnerskich Olimpów, okazuje się, jak bardzo zagrajmerska brać jest miłosierna. Wszak jutub i subówka zeń pozyskiwana, trzeba być miłosiernym dla bliźniego swojego. Takie przykazania majaczą się gdzieś, hen, w zakątkach przeszłości, kiedy to niedzielnym obowiązkiem było zaganianie stadka najmłodszych do miejscowego kościółka.

Aby nie być gołosłownym, do życia powołane zostało, uwaga, Stowarzyszenie let's playerów pomagających chorym dzieciom. Tak, to nie żarty, ni bujdy trollowe, okazuje się, że nie zawsze jeden drugiemu wilkiem. Siły marnowane na bluzgi i tworzenie dramatycznych filmików można włożyć w jakże szczytny cel pomocy kalekim najmłodszym, organizując się na blogu i..

Cóż za dumnie brzmiąca nazwa jak na bloga z linkami.

Rzeczywistość wali jak zwykle z siłą kilofa zatwardziałego majnkraftowca. Blog nie jest niczym więcej jak linkami do stron pomocy raptem dwóm osobom - Oliwii oraz Mikołajowi. Przyjrzyjmy się zatem tym przybytkom dobroci międzyludzkie, Panie i Panowie, zapraszam was na wycieczkę po Internetach!

O stronie poświęconej Oliwii mało można powiedzieć. Robiona na okrojonym szablonie, z podanym numerem, na który każdy dobry Polak może wpłacić pieniądze oraz linkiem dla niekumatych, którzy mogą się dowiedzieć o mukowiscydozie, bo takież choróbsko trawi miłą dziewczynkę. Sama Oliwia jest podopieczną fundacji chorych na mukowiscydozę, przez co sam nie wiem, nie potrafią w tej fundacji zarządzać funduszami czy jest ona zorganizowana tak dobrze jak bal w pod wiejskim gimnazjum, nie wiem. Ruszajmy dalej.

Stronka zachęcająca do wpłat na rzecz Mikołajka prezentuje koszmar każdego designera. Napchano do niej po prostu wszystko - shoutbox, zegar, kalendarz etc. przez co ma się wrażenie, że strona została zrobiona przez ucznia gimbazy, chcącego zaimponować nauczycielowi biegłością mistycznego HTML5. Całości dopełnia link do szemranych chomików (najlepiej przecież łączyć interes z pomocą).

A ja nie. Po obejrzeniu tej strony należy wymazać sobie pamięć.

Jak zatem, prócz wydatku, możemy pomóc? Wystarczy, że będziemy rozprzestrzeniać słowo w Zagrajmy o tej akcji, a przez to zaliczać się nas będzie do grona renomowanych ludzi pomagających biednym dzieciom.
Czyli...stowarzyszenie? Wielka akcja? Nie bardzo. Raptem niewielka inicjatywa, która używa wielkich słów
Jakże miłe i proste pompowanie świadomości, że zrobiło się coś dobrego.

Jeszcze kilka takich akcji i może któregoś z was oznaczać będą czerwonym kolorem sławnego jutubera. W międzyczasie wracajcie do pogoni za subówką, turbołiny i inne maciusiePL

czwartek, 13 września 2012

Z archiwum dramy: Gimme a computah.

Ach, ten Internet. W swoje niekwestionowanej różnorodności, bogactwie wiedzy oraz liczby usług często zapominamy, że sami go tworzymy, dodając do tego wspólnego dziecka zbiór rozmaitych was i zalet.
Dramy są tego rodzaju zlepkiem, potworkiem różnicy zdań, charakterów oraz zachowań. Mają także własny przebieg, chociaż nie różnią się nim za bardzo, zadziwia jedynie skala czy absurd zachowań w niej prezentowanych.
Nie inaczej było tym razem.

Społeczność vlogerów, czyli ludzi pokazujących się w Internecie i opowiadających o różnych sprawach (cóż, zwykle są to niewarte uwagi pierdoły) jest, obok minefagów, chyba najciekawszą grupą ludzi, która możemy znaleźć na jutubie. Na co dzień nudni i niewciągający, lecz jeśli nie damy się zwieść pozorom, możemy czasem spotkać prawdziwe perełki, które otoczyły się wianuszkiem ludzi-wielbicieli. Octopus mówił o jednym takim przypadku, ja spojrzę na historię najnowszą i omówię to, co niedawno trzęsło polskim jutubem.

Kamil Shlecht jest właśnie takim vloggerem. Zaczynał niewinnie, od poradników sprzętowych (ustępujących poziomem jedynie nowinkom ze spryciarze.pl), by przejść do vlogów traktujących o niezwykle poważnych sprawach jego życia. Filmiki chwyciły i w taki oto sposób Kamil zdobył swoją fanbazę. Rzucając jednak wyświechtanym jako moje dżinsy frazesem, nic nie trwa wiecznie i...

                                            Czy te oczy mogą...zarobić? Najwidoczniej tak, ale za mało.

...niedawno mogliśmy się dowiedzieć straszliwej rzeczy - Kamilowi spaliła się płyta główna jego komputera, najwidoczniej od zbyt gorliwego wrzucania kontentu haj kłaliti. Cóż można na to poradzić? Wykorzystajmy widzów, którzy na pewno chętnie kupią mu nowy komputer, prawda? I tak ruszyła zbiórka pieniędzy na cudeńko z firmy Alienware (Shleicht ma najwidoczniej słabość do oczojebnych neonów) na sumę - bagatela -  dwóch tysięcy dolarów (teraz zmienił na tysiąc, czyżby zrozumiał, że dwóch i tak nie da wyciągnąć?) . Żeby było bardziej zabawnie, że poszczególne wpłaty określił nagrody:
  • Za pięć dolców Kamil podziękuje wam osobiście na filmie! Możecie potem ściągnąć go w charakterze mirrora i pochwalić się przed kolegami.
  • Jeśli interesuje was kawałek komputera tej legendarnej osobistości, już za piętnaście dolarów możecie go mieć. Kamil rozwali swój komputer na zakończenie akcji (pamiętajmy, że padła mu tylko płyta główna); większe kawałki możemy powiesić na ścianie, a mniejsze zawiesić na szyi w charakterze dobrego talizmanu : )
  • Wasze zagrajmy są nudne i nikogo nie interesują? Nagrywanie z najnowszych gier nie pomaga w osiągnięciu subówki? Wpłać skromną sumkę pięćdziesięciu dolarów, a wasz dowolny materiał będzie zasilony mocą Sheichta! Jednorazowo, ma się rozumieć.
  • Ostatni 'zielony próg' jest niczym sen dziecka, bo przecież oni tworzą fanbazę Kamila. Żeby okazać wdzięczność, za skromne dwie stówki wystąpi osobiście we vlogu!11 - co ciekawe, nie ma na razie nikogo, kto zabukował sobie miejsce w tak pięknej imprezie. Albo rodzice nie chcieli się zgodzić.
Cóż..reakcje były, jak zwykle, różnorakie. Jedni byli za, bełkocząc o byciu prawdziwym fanem, a drudzy, by było zabawniej, nazwali całą akcje żebraniem, gdyż cóż, tak im się kojarzyło. Shleicht oburzył się niczym polityk oskarżany o branie łapówek i nagrał dowcipny filmik, w którym rzucał naszymi polskimi przecinkami i narzekał na ludzi od Minecrafta (jeśli to kogoś nie bawi, porównał się do twórców gier niezależnych, heh). Dlaczego właśnie na nich? Otóż kilku z nich zareagowało własnym materiałem, w którym naśmiewało się z całej idei zbiórki, chociaż szybko zmiękli i pogodzili się z naszą gwiazdką jutuba (ciekawe jak bardzo wpłynął na nich ubytek subówki oraz ataki fanbojów). Kamil nagrał poprawioną wersję, ale nie wiem co się z nią stało, może ukrył?
Sheicht nie pojmował jednej rzeczy - ludzie nie przełykali gładko faktu, że były student (tak, rzucił studia na rzecz jakże stabilnej pracy jutubowej) i partner jutubowy (jak na ironię przyjął jeden z gorszych programów partnerskich) prosi innych o naprawdę drogi komputer...

Drama  wygasała, zasypywana piaskiem od dzielnych strażaków takich jak sam RockAlone2k czy pomniejszych ludków rzucających hasełkami 'zazdrościcie/to takie polaczkowe/taka nasza głupia mentalność' (jeśli kogoś bardziej interesuje temat). Dyskusje na forach urwały się, jednak czy nie warto zakończyć ich jakimś wnioskiem? Refleksją? Mieliśmy przecież większe wojenki, które zawsze jednak kończyły się tak samo - pusto. Do czasu, kiedy znów będziemy mieć to samo. Czy nawet gorzej.

I to by było na tyle, cała drama w pigułce. Zbiórka nadal trwa, może zatem tkajmy złudzenie bycia kimś dobrym i  pójdźmy wszyscy zgodnie, niepolaczkowo, kupić Kamilowi komputer.

czwartek, 6 września 2012

O Szmatub Wiki.

Odkąd kilku ludzi pytało o Szmatub Wiki, a sam nigdy nie podałem czegoś w rodzaju oficjalnego oświadczenia, możecie za takowe uważać ten wpis. Żeby jednak uniknąć lenistwa i jego produktu w postaci nadmiernie krótkiego wpisu, zacznijmy od początku tej wspaniałej wiki.

Good times.

Korzenie jej sięgają straszliwego siedliska trolli, czyli zagrajmyw.pl, kiedy to podczas kolejnej rozmowy na shoutboksie pewien random Gik (ciekawe, czy ktoś jeszcze kojarzy jego zagrajmy) rzucił propozycję o założeniu wiki o gwiazdkach jutuba czy oraz jego jakże absurdalnych zjawiskach. Zdawało się, że sam Gik był zapatrzony mocno w Internet Nobody Database (jakże dowcipnie skróconą do INDb w logotypie), przez co teoretycznie jednego 'redaktora' mieliśmy.

Kilka minut po całej konwersacji założyłem Szmatub Wiki, której pierwotnym założeniem miało być rejestrowanie dram, wielkich sławnych jutuba oraz pomniejszych, zabawnych randomów.
Wielu pewnie spyta, co dokładnie chciałem osiągnąć przez pisanie sarkastycznych artykułów czy zamieszczanie screenów z martwych dram, które podobno były już dawno wyjaśnione, a wszyscy ich uczestnicy - mądrzejsi.

Głównym problemem jutuba jest to, że ludzie na ogół nie mają skłonności do weryfikowania podawanej informacji. Po części powodowane jest to lenistwem, a po części..mechanizmem obronnym białych rycerzy, którzy często lubią stosować zarzuty typu 'nie masz życia, bo lurkujesz/piszesz o tym tyle/robisz screeny' etc. Mała liczba osób posiada dystans do kiepskiego ad hominem, jeszcze mniejsza woli wychlać się poza szereg.
Szmatub wiki miała to naprawić.

W zasadzie wyszło..znośnie. Chociaż sam entuzjasta/pomysłodawca Gik po napisaniu kilku zalążków do artykułów mało robił (może nawet poświęcę mały wpis na ten temat, bo to, czym wypełniał czas było zaiste pasjonujące), zawartość wolno rosła w siłę. Celowo nie reklamowałem wiki, chcąc uniknąć napływu mas ludzi, którzy najpewniej by wandalizowali artykuły. I jakoś to szło.

Ciężko powiedzieć, że ta wiki przeżywała swój złoty wiek. Było tam coś na kształt spokoju, kiedy ludzi było mało. Lenistwo okazało się barierą - nikt nie chciał odwalać fuszerki w artykułach.
Powolną falą zaczęli jednak wchodzić ludzie, których wywody ciężko było nazwać nawet zabawnymi. Po tym jak sam MegaZajka bawił się w niszczenie zawartości (chyba nie wiedział z jaką łatwością mogłem zmiany cofnąć), przyszła potężna fala gimbazy tarczofnikóff.

Najbardziej ironicznym do dziś wydaje się fakt, że zabolało ich najbardziej kilka, dosłownie kilka linijek o Roju, nazywające jego wrzaski..cóż, wrzaskami, a jego zachowanie idiotycznym. Obronne komentarze spadły na nasze głowy niczym grad. Nie znamy go, on jest mądry, zazdrościcie. Ot, logika nastolatka w pigułce.
Nieco więcej rzeczowości znajdowało się w komentarzach pod artykułem o RockuAlone2k, gdzie z powodu pewnej dramy, artykuł linkowany był w wielu filmach m.in. przez Gimpera, dzięki któremu na wiki można było znów przeżywać swoją drugą młodość z czasów gimnazjum.

Popularność wiki rosła, a jak wiadomo, rzeczy kontrowersyjne wystawione na radar publiczny, są bardzo wrażliwe na uderzenie.
Popełniłem w zasadzie jeden błąd - nie stworzyłem kopii zapasowej artykułów z wiki. Moją czujność uśpił opisywany wcześniej okres spokoju, chociaż już na starcie stwierdziłem, iż zabezpieczenie treści wiki jest rzeczą niezbędną. Głupi ja.

Próba dialogu z cudnym łiki saportem.
         

Szmatub został zdjęty 29 lipca przez..no właśnie, kogo? Tego się nie dowiedziałem, bo obsługa nie raczyła mnie o tym powiadomić. Wikia zamknięta i już, a baza danych będzie dostępna do ściągnięcia. Ciekawe.
Wspomniałem już o lenistwie jako zaporze i ciężko nie odnieść wrażenia, że mój dialog z Wiki Support jest takim przebijaniem się przez barierę olewactwa jej obsługi. Dowiedziałem jeno powodu

poniedziałek, 3 września 2012

Kilka słów od ojca prowadzącego.

Witaj, randomie z przepaści Internetów. Jeśli natknąłeś się na tego bloga, wiedz, że wdepnąłeś w ruiny siedliska trolla, postrachu gimbazy i tym podobnego zła. Być może w przyszłości dodasz więcej barwnych określeń, być może więcej takowych poznasz od innych - kto wie.

To jest mój blog. Mój, czyli LavosCore'a. Nie każdy musi mnie znać, ba, nigdy o specjalną atencję nie zabiegałem, spędzając czas mojej wirtualnej osoby głównie na przybytku kiepskich filmików oraz zachowań stadnych, zwanym YouTube. Tam, można rzec, wychowałem się i ukształtowałem, gnany ciekawością oraz skłonnością do analizowania zachowań ludzkich.

                                                               Randomowa gęba, by tekst nie nudził.

Prowadzę ten blog dla zabawy, zabicia czasu, może potrzeby wygadania się o rzeczach, które tutaj były traktowane jako Poważne Sprawy, gdy w życiu byłyby bzdetami czy ciekawostkami - w najlepszym przypadku.
A może to wszystko dlatego, że zamknęli Szmatub Wiki i Internet nie zniesie takiej pustki. kto wie.