czwartek, 13 września 2012

Z archiwum dramy: Gimme a computah.

Ach, ten Internet. W swoje niekwestionowanej różnorodności, bogactwie wiedzy oraz liczby usług często zapominamy, że sami go tworzymy, dodając do tego wspólnego dziecka zbiór rozmaitych was i zalet.
Dramy są tego rodzaju zlepkiem, potworkiem różnicy zdań, charakterów oraz zachowań. Mają także własny przebieg, chociaż nie różnią się nim za bardzo, zadziwia jedynie skala czy absurd zachowań w niej prezentowanych.
Nie inaczej było tym razem.

Społeczność vlogerów, czyli ludzi pokazujących się w Internecie i opowiadających o różnych sprawach (cóż, zwykle są to niewarte uwagi pierdoły) jest, obok minefagów, chyba najciekawszą grupą ludzi, która możemy znaleźć na jutubie. Na co dzień nudni i niewciągający, lecz jeśli nie damy się zwieść pozorom, możemy czasem spotkać prawdziwe perełki, które otoczyły się wianuszkiem ludzi-wielbicieli. Octopus mówił o jednym takim przypadku, ja spojrzę na historię najnowszą i omówię to, co niedawno trzęsło polskim jutubem.

Kamil Shlecht jest właśnie takim vloggerem. Zaczynał niewinnie, od poradników sprzętowych (ustępujących poziomem jedynie nowinkom ze spryciarze.pl), by przejść do vlogów traktujących o niezwykle poważnych sprawach jego życia. Filmiki chwyciły i w taki oto sposób Kamil zdobył swoją fanbazę. Rzucając jednak wyświechtanym jako moje dżinsy frazesem, nic nie trwa wiecznie i...

                                            Czy te oczy mogą...zarobić? Najwidoczniej tak, ale za mało.

...niedawno mogliśmy się dowiedzieć straszliwej rzeczy - Kamilowi spaliła się płyta główna jego komputera, najwidoczniej od zbyt gorliwego wrzucania kontentu haj kłaliti. Cóż można na to poradzić? Wykorzystajmy widzów, którzy na pewno chętnie kupią mu nowy komputer, prawda? I tak ruszyła zbiórka pieniędzy na cudeńko z firmy Alienware (Shleicht ma najwidoczniej słabość do oczojebnych neonów) na sumę - bagatela -  dwóch tysięcy dolarów (teraz zmienił na tysiąc, czyżby zrozumiał, że dwóch i tak nie da wyciągnąć?) . Żeby było bardziej zabawnie, że poszczególne wpłaty określił nagrody:
  • Za pięć dolców Kamil podziękuje wam osobiście na filmie! Możecie potem ściągnąć go w charakterze mirrora i pochwalić się przed kolegami.
  • Jeśli interesuje was kawałek komputera tej legendarnej osobistości, już za piętnaście dolarów możecie go mieć. Kamil rozwali swój komputer na zakończenie akcji (pamiętajmy, że padła mu tylko płyta główna); większe kawałki możemy powiesić na ścianie, a mniejsze zawiesić na szyi w charakterze dobrego talizmanu : )
  • Wasze zagrajmy są nudne i nikogo nie interesują? Nagrywanie z najnowszych gier nie pomaga w osiągnięciu subówki? Wpłać skromną sumkę pięćdziesięciu dolarów, a wasz dowolny materiał będzie zasilony mocą Sheichta! Jednorazowo, ma się rozumieć.
  • Ostatni 'zielony próg' jest niczym sen dziecka, bo przecież oni tworzą fanbazę Kamila. Żeby okazać wdzięczność, za skromne dwie stówki wystąpi osobiście we vlogu!11 - co ciekawe, nie ma na razie nikogo, kto zabukował sobie miejsce w tak pięknej imprezie. Albo rodzice nie chcieli się zgodzić.
Cóż..reakcje były, jak zwykle, różnorakie. Jedni byli za, bełkocząc o byciu prawdziwym fanem, a drudzy, by było zabawniej, nazwali całą akcje żebraniem, gdyż cóż, tak im się kojarzyło. Shleicht oburzył się niczym polityk oskarżany o branie łapówek i nagrał dowcipny filmik, w którym rzucał naszymi polskimi przecinkami i narzekał na ludzi od Minecrafta (jeśli to kogoś nie bawi, porównał się do twórców gier niezależnych, heh). Dlaczego właśnie na nich? Otóż kilku z nich zareagowało własnym materiałem, w którym naśmiewało się z całej idei zbiórki, chociaż szybko zmiękli i pogodzili się z naszą gwiazdką jutuba (ciekawe jak bardzo wpłynął na nich ubytek subówki oraz ataki fanbojów). Kamil nagrał poprawioną wersję, ale nie wiem co się z nią stało, może ukrył?
Sheicht nie pojmował jednej rzeczy - ludzie nie przełykali gładko faktu, że były student (tak, rzucił studia na rzecz jakże stabilnej pracy jutubowej) i partner jutubowy (jak na ironię przyjął jeden z gorszych programów partnerskich) prosi innych o naprawdę drogi komputer...

Drama  wygasała, zasypywana piaskiem od dzielnych strażaków takich jak sam RockAlone2k czy pomniejszych ludków rzucających hasełkami 'zazdrościcie/to takie polaczkowe/taka nasza głupia mentalność' (jeśli kogoś bardziej interesuje temat). Dyskusje na forach urwały się, jednak czy nie warto zakończyć ich jakimś wnioskiem? Refleksją? Mieliśmy przecież większe wojenki, które zawsze jednak kończyły się tak samo - pusto. Do czasu, kiedy znów będziemy mieć to samo. Czy nawet gorzej.

I to by było na tyle, cała drama w pigułce. Zbiórka nadal trwa, może zatem tkajmy złudzenie bycia kimś dobrym i  pójdźmy wszyscy zgodnie, niepolaczkowo, kupić Kamilowi komputer.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz