Czemu zatem zechciało mi się pisać? Otóż wyobraźcie sobie (przełykając zarazem prywatę), że mój kanał skończył ostatnio cztery lata. Ho, ho. Cztery lata 'zagrajmy w po mojemu', cztery lata, które zaowocowały dość nieoczekiwanym kształtem. Tak jest, usiądźmy wszyscy wygodnie i sypnijmy nieco trocin w ognisko, które buchnie mocniejszym płomieniem, czas na pogawędkę o polskiej scenie Zagrajmy w.
Słodkie początki, raczkowanie zaledwie!
Ta zaś miała swoje skromne początki w filmikach o dość małym zainteresowaniu. Dziwnym trafem kiepska jakość audio/video, na którą cierpiały tego typu wczesne produkcje nie przeszkadzała hitom takim jak machinimy z Gothica. Z czasem poziom techniczny poszedł w górę, chociaż komentarz był nadal elementem rodzącym się w bólach. Czego oczekiwała publika ówczesnych Zagrajmy w? Komentarza, który będzie rzeczowy oraz wyluzowany, komentarza będącego złotym środkiem między tymi dwoma aspektami - rozrywki i informacji. Czy to dostawaliśmy z początkowych Zagrajmy w, ciężko powiedzieć. Jako autor takich filmików dawno zauważyłem, że zabawną osobą nie jestem, dlatego też wolałem się skupić na opowiadaniu o samej grze, co jest przecież banalne. Wirgliusz robił podobnie, tylko z typowym dla siebie urokiem nerda, zaś Bungo...cóż. Mruczał pod nosem.
Jak tu można go nie uwielbiać!?
Zagrajmy w zaczęło się przyjmować, jak grzyby po dobrej ulewie wyrastały kanały, mające do zaoferowania więcej zapału niż wartościowej treści. Przeglądałem wtedy jutuby zdziwiony pewnego rodzaju fenomenem, jakim okazały się polskie LP. GTA, Gothic - ileż tego było! Utopiłbym się w monetach, dostając złotówkę za każdą, ekhem, serię tego typu. Ten rozkwit można podsumować jednym określeniem - Zagrajmy w przeróbki z Gothica, bo nie oszukując się, własnie w tej formie odrodziły się te kiepskie filmidła. Los filmików tego typu, zdawało się, był przesądzony i miał w paść w chętne łapki gimnazjalnej młodzieży, której obce było pojęcie elokwencji.
Partnerstwo nie zmieniło traktowania Zagrajmy w, a tylko bardziej pogłębiło problem, gdyż prócz wielkiej subówki do pragnień każdego zagrajmera dołączyło partnerstwo, będące koroną wieńczące jego jutubową karierę. I tak jest po dziś dzień, wystarczy spojrzeć na letsplej.pl, będący oazą młodych zdolnych, którzy ledwo co ściągnąwszy frapsa pytają o najlepszą sieć partnerską. Nadal kwestią omijaną jest sam komentarz prowadzącego Zagrajmy w, który najczęściej będzie mruczeniem bądź rzucaniem kurwami. I nie, nie mowa tutaj bynajmniej o autorach wygrzebywanych z mrocznych zakątków Youtube, same gwiazdki zarabiające na dodawaniu swojego głosu do gry niezwykle rzadko wiedzą o czym mówią. Zresztą po ci mieliby, wszak publika, która ich ogląda nie ma wygórowanych wymagań. To, co kiedyś cechowało wczesne, kiepskie zagrajmy względem komentarza - brak jakiegokolwiek związku z grą, jest teraz 'byciem na luzie', swojego rodzaju łatą pozytywu. I tak się koło kręci, pytanie tylko, jak długo? Wielu z bardziej znanych ludzi, którzy zajmują się Zagrajmy w już teraz wietrzy zmianę powietrza i zaczyna publikować najbardziej denne filmiki w swojej kategorii - vlogi. Tym samym chcą się zabezpieczyć na wypadek spadku popularności Zagrajmy w, który kiedyś przecież nastąpi.
Fascynujące jak cholera, ale biznes to biznes.
Sam do końca nie wiem, czego się jeszcze po zagrajmy w można spodziewać, ale obecna postać czegoś, czym sam się zajmuję nieco mnie mierzi. Byle nowe, byle prędzej, byle gadać o niczym, byle wrzucić, byle zapomnieć. Nie jest chyba niemożliwym życzeniem ujrzenie zwyczajnego Zagrajmy w z komentarzem do rzeczy. Chociaż po każdym wyłączeniu przeglądarki mam coraz to mniejsze nadzieje. Może jedyne oczekiwania należy skierować w stronę momentu, podczas którego LP nie będą popularnym biznesem i mokrym snem gimbucha ślęczącego przed komputerem, a staną się znów śmiesznymi filmidłami, które kręci się z czystej pasji? Kto wie. Jeśli taki Ragnarok nadejdzie, będzie całkiem zabawnie.
Jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze. ;)
OdpowiedzUsuńPo prostu let's play w formie w jakiej był tworzony przez wiele lat nie jest atrakcyjny - 1 odcinek oglądalo dużo osób, każdy kolejny coraz mniej. Dla mnie też fenomenem jest, że na vlogach robię 50k wyświetleń, a na let's playu z FEARa 7k.
Tutaj wchodzi kwestia tego, po co nagrywamy - jedni robią to dla siebie, drudzy żeby obejrzało ich jak najwięcej osób, dla trzecich jest to praca. Ciężko jest oczekiwać od ludzi daremnego wysiłku, kwestia tego czy materiał jest nudny i denny jest bardzo subiektywna - jeżeli większość woli co innego a nam jest prościej takie materiały stukać - czemu nie?
Odnośnie ostatnich 2 zdań - nie ma szans raczej. Chyba że znajdziesz coś ciekawego wśród małych i fajnych kanałów które pływają w tym całym syfie osób >500 widzów czekając aż ktoś je wyłowi.
Na większych kanałach sprawa wygląda inaczej, jak zaczyna się z tego dostawać pieniądze to naturalnym drugim krokiem jest zrobienie czegoś, by dostawać ich więcej. A że YouTubem zaczynają interesować się zewnętrzne firmy które mają naprawdę dużo gotówki do zainwestowania - trend nie zniknie, a będzie się raczej nasilał, największym przełomem są chyba Rock i Gonciarz na billboardach sponsorowanych przez Orange. Po tej akcji na pewno więcej firm będzie chciało sponsorować YouTuberów by Ci promowali ich produkty. Czy to źle? Zależy od formy. Zależy też od tego, co rozumiesz przez słowo "pasja", bo ludzie którzy osiągnęli na Tubie sukces raczej musieli mieć trochę samozaparcia i faktycznie musiało im to sprawiać frajdę żeby takowy osiągnąć. A jak się już go osiągnie? Cóż, jeżeli odcinanie kuponów sprawia że mam ich jeszcze więcej do odcinania - wchodzę w to. Zbyt duże możliwości daje YouTube żeby nie korzystać z nich w celu ustawienia sobie życia. Oczywiście, dotyczy to tylko nielicznych, ale właśnie z perspektywy jednej z osób która odniosła sukces się wypowiadam. Niezależnie od czyjejś subiektywnej oceny moich filmów - zdobywają coraz większą popularność. Cytując Zeusa, "Kobiety kłamią, mężczyźni kłamią, liczby nie". I tym akcentem zakończę mój wpis, pozdrawiam :)
'Po prostu let's play w formie w jakiej był tworzony przez wiele lat nie jest atrakcyjny'
UsuńSA wants a word with you.
'Dla mnie też fenomenem jest, że na vlogach robię 50k wyświetleń, a na let's playu z FEARa 7k.'
To działa podobnie jak plotkarski magazyn, tylko w tym przypadku eksponowanie osoby pochodzi od jej samej.
'kwestia tego czy materiał jest nudny i denny jest bardzo subiektywna'
Kwestia tego, że przez pięć minut słyszę nic tudzież urocze próby bycia dorosłym poprzez stosowanie łaciny podwórkowej ciężko bronić zarzutem subiektywizmu.
'Na większych kanałach sprawa wygląda inaczej, jak zaczyna się z tego dostawać pieniądze to naturalnym drugim krokiem jest zrobienie czegoś, by dostawać ich więcej.'
Podobnie działają firmy rywalizujące z sobą - poszerzają swoją ofertę. Jednak kanały to nie firmy, to raz, dwa, nie robią tego w sposób kreatywny. To co opisujesz, to kaszanka, której każdy chce wyszarpać jak największy kawał, ignorując równo stosunek popularność-jakość. Pieprzenie do kamery bez powodu innego niż to, że pieprzenie jest teraz trendi jest zabiegiem godnym pożałowania. 'Ustawianie' sobie życia w ten sposób jest jednym z mniej kreatywnych sposobów jakie widziałem, wplatanie się w circle jerk z podobnymi sobie - to po prostu smutne.
Gdy widzę że dzięki temu zarabiam w miesiąc tyle ile niejeden polak w miesiąc - to niech będzie sobie smutne, denne i kiepskie. Mojemu portfelowi to nie przeszkadza.
UsuńBlah, tyle ile niejeden polak w rok*
UsuńAleż oczywiście, nic tak nie osładza percepcji jak wypchana kabza. Jak mawiał mój tatko, jak długo możesz po dniu spojrzeć sobie w oczy, jest w porządku, w twoim przypadku circle jerków z ludźmi prezentującymi szeroki wachlarz ułomności psychicznych raczej w to wątpię. Oh well.
UsuńMasz straszną tendencję do przyjmowania swojej subiektywnej oceny sytuacji jako fakt. Myślę, że powinieneś nad tym popracować :)
UsuńPozdrawiam serdecznie
Primo, nie baw się a higher ground, bo sztuczność czuć na kilometr.
UsuńSecundo, czy subiektywne stwierdzanie czy raczej zgadywanie czyjegoś nastawienie w sposób odgórny nie jest taką...hipokryzją? Heh.
"Zbyt duże możliwości daje YouTube żeby nie korzystać z nich w celu ustawienia sobie życia."
UsuńMeh. Ja tam wszystkie jak dotąd propozycje partnerskie grzecznie odrzuciłem.
Żal mi Was obu.
UsuńSadface
Usuńszach-mat
UsuńPierdolenie. Ogarnij się, Czarek.
OdpowiedzUsuńDzięki za zainteresowanie, anonku, ale nie.
UsuńTen komentarz został usunięty przez administratora bloga.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Cie Lavos ciesze sie z mozliwosci ogladania twoich materialow.
OdpowiedzUsuń